wiem, że życie to nie serial. wiem, że nie ma rady na to, żeby pokierować nim na tyle, by było idealne. gdyby było idealne, byłoby nudne. ale chciałabym mieć takich przyjaciół, jak ci tytułowi z serialu. czasem na moich zawodzę się tak bardzo, że żałuję, że nie potrafię im tego powiedzieć. wiem, że nie można od nich wymagać nie wiadomo jakich cudów, ale jeżeli ty jesteś dla nich, to oni powinni być dla nie, czyż nie? ja jakoś tego nie odczuwam. daję od siebie tak dużo, że czasem pogarszam tym inne sprawy. ale jestem! dla nich! zawsze! a oni? dzisiaj jak nigdy potrzebowałam towarzystwa. i tak oto siedzę, przed laptopem, gapiąc się w sufit i dziwiąc, jakim cudem mam plamę z kawy na suficie. mam ferie, a takie z nich ferie, jak...nie powiem co. jedyną moją rozrywką był dzisiejszy i będzie czwartkowy wypad do szpitala, bo usuwam to badziewne znamię z mojej twarzy. ubaw po pachy! naprawdę wolałabym spędzić ten czas z ludźmi, z którymi obiecaliśmy sobie utrzymywać kontakty. ale teraz ten kontakt opiera się tylko na głupim złożeniu życzeń na naszej klasie, czego ja osobiście niezbyt uznaję i od czasu do czasy minięciem się na ulicy.
jest tyle ludzi na świecie. i dlaczego ja muszę być sama w ten beznadziejny wieczór?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz