sobota, 13 marca 2010

wstyd--duma

przeczytałam właśnie ciekawy artykuł. w zasadzie jest to relacja czatu z księdzem na temat dziewictwa. sama zawsze się zastanawiałam, jak ktoś, kto nie ma do czynienia z seksem, bo sam się tego wyrzekł, może dawać rady na ten temat. to pytanie również się tam pojawiło. i o dziwo, człowiek odpowiedział z sensem. nie, nie jestem jakąś przeciwniczką Kościoła, ale nie lubię, kiedy księża się wymądrzają i próbują mi wmówić, że tylko modląc się co wieczór i chodząc co niedzielę do kościoła przekroczę bramy niebios. ale to był temat, który zawsze mnie intrygował. zawsze, gdy jestem w gronie znajomych jest rozmowa o seksie, facetach, blablabla i w pewnym momencie spojrzenia wszystkich spoczywają na mnie. dlaczego? bo ja nigdy nie mam nic do powiedzenia. i wtedy zaczyna się gadka... tak, jestem dziewicą. i co z tego?! nie, nie dlatego, że jestem życiową niedorajdą, której nikt nie chciał nawet kijkiem tknąć. nie! raczej z własnego wyboru. bo... ja jestem bardzo spostrzegawcza i patrzę daleko w przyszłość. będąc z chłopakiem potrafiłam zobaczyć, co będzie, jeśli to z nim zrobię. czy zacznie gadać z kumplami na ten temat, czy zacznie ze mnie szydzić. potrafiłam zobaczyć, że on i tak za jakiś czas mnie zostawi. może jestem staroświecka i z epoki kamienia łupanego, ale nie mam ochoty oddawać się komuś tylko dlatego, bo jest. on musi BYĆ przez wielkie B. nie jestem dla mnie istotne, czy to związek dwumiesięczny czy dwuletni... ja muszę to czuć. muszę wiedzieć. nie podoba mi się też, kiedy ludzie twierdzą, że robię z siebie ofiarę. wy jesteście ofiarami, moi drodzy. wy, którzy właśnie tak mnie postrzegacie. a wiecie, dlaczego? bo wstyd wam przyznać, że gdybyście mogli, cofnęlibyście czas, żeby dzisiaj z dumą opowiadać, jak do tego doszło.

link do tego artykułu
http://czat.onet.pl/1600630,1,0,archiwum_dyskusji.html

ps. nie, nie czyta tego moja mama. i ona zawsze mówi: "chłopa Ci trza". dziękuję za troskę.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze generalizowałem podobnie, zawsze raziło mnie, że o seksie i małżeństwie wypowiadają się z niezachwianą pewnością księża, którzy (teoretycznie) takich doświadczeń nie mają. Bo - jak mawiał jeden z moich wykładowców - na podobnej zasadzie nie akceptujemy niewidomych pilotów, albo niewidomych krytyków malarstwa. A niestety znacznie częściej spotyka się księdza, który ma niewiele sensownych argumentów, ale dogmatycznie broni swojego zdania, zasłaniając się majestatem Kościoła i strasząc ogniem piekielnym.

    Tymczasem - już przechodzę do meritum - ksiądz z zalinkowanego przez Ciebie tekstu ma naprawdę sporo racji. I szkoda byłoby, gdyby ktoś wiedziony takim stereotypem zaniechał czytania już na początku ("bo jak ksiądz, to nic interesującego o tych sprawach nie powie"). Poza tym: w epoce kamienia łupanego większą rolę odgrywała presja biologiczna, współcześnie - presja społeczna. A ona jest gorsza, bo poddajemy jej się w dużej mierze dobrowolnie. Ostatnie zdanie Twojego tekstu (to przed linkiem) jest tak przerażająco trafne, że powinno się je opublikować złotymi zgłoskami. Wiem coś o tym...

    OdpowiedzUsuń